poniedziałek, 18 lipca 2016

Między alejkami - część 1


Informacje są ważne, nie przeoczajcie ich!
Chciałbym was, Moi Kochani, zaprosić do wspólnej zabawy. Zwyczajnie trzeba mi odpoczynku (dwutygodniowego) od wszystkich innych opowiadań, bo co do jednego to nie jestem pewny zakończenia, co do drugiego to tablet został u znajomych, wyjechali i dopiero jak wrócą to mi oddadzą, a co do reszty, to po prostu mają mocny, ostry, brutalny klimat, a chyba chciałbym spróbować sił w czymś spokojniejszym i przez chwilę odetchnąć od przemocy. Nie ukrywam też, że natchnął mnie pewien teledysk, ale go przedstawię wam na samym końcu, by nie zdradzić fabuły, a przede wszystkim zakończenia.
Na czym miałaby polegać nasza wspólna zabawa? Za moment wam to wyjaśnię, ale najpierw kilka słów o temacie. Przede wszystkim opowiadanie jest romansem, który zmieści się w 3-7 częściach, w zależności od tego jakich wyborów Wy dokonacie i jak mocno ja się rozpiszę (nie przewiduję dużego rozpisania, dlatego nie otwieram na nie nowego bloga, a wrzucam do miniaturek). Ponieważ to Wy dokonujecie wyborów, to Wasza opinia jest ważna. Chciałbym od Was dostać nie tylko odpowiedzi na kilka pytań umieszczonych pod każdą częścią, ale też ogólne, własne przemyślenia. Jeśli ich nie będzie, to nie będę mógł prowadzić opowiadania dalej, bo ono z założenia ma być czymś co żyje i to nie tylko we mnie, ale także w Was.
Już dziś nad ranem opublikuję pierwszą część. Dokleję ją po prostu do tej informacji. Nie ukrywam, że mocno na Was i Wasze zaangażowanie liczę (kto wie, może dzięki Wam stanę się fanem prostych romansideł i będę miał choć mierny w ich tworzeniu). Czego więc od Was oczekuję? Obecności. Chciałbym byście znaleźli te 10-20 minut co 2-3 dni na przeczytanie, odpowiedzenie na pytania i wypowiedzenie się (choćby krótko i zwięźle). Obiecuję, że nie będę zwracał uwagi na Wasze skróty myślowe i postaram się je zrozumieć, ortografia, interpunkcja, sklejone wyrazy, braki w spacjach, czy literówki też nie będą dla mnie miały żadnego znaczenia. Tak więc nie bójcie się komentować choćby z telefonu, choćby na szybko, przed snem czy zaraz po przebudzeniu, w tramwaju czy autobusie, w kolejce sklepowej i gdzie tam jeszcze będziecie, i będziecie mieli chwilkę wolną.
To tyle jeśli chodzi o wyjaśnienia. Tak jak pisałem – pierwsza część już za kilka godzin. Nie ukrywam, że chciałbym wiedzieć ilu Was jest i oczywiście każdy może dołączyć do zabawy na przykład od kolejnej części, jeśli poprzednią przeoczył (przeczytanie jej jest konieczne, by zrozumieć te kolejne, ale jak wiadomo przy opowiadaniach gdzie publiczność ma głos, wiele rzeczy może być już poczynionych po myśli innych). No chyba, że ewentualnie możemy się tak umówić, że ci którzy zgłoszą chęć czytania i brania udziału w zabawie, zostaną przeze mnie wypisani na karteczce, i będę wyczekiwał Ich obecności przed stworzeniem kolejnej części. Tak więc, kto na sto procent chce brać udział w zabawie? Możecie się zgłaszać już teraz i przez kolejne trzy dni, ewentualnie od kolejnej części, bo planuję ją opublikować na weekend. Pamiętajcie, że zawsze możecie dołączyć do zabawy!
To tyle na chwilę obecną. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało możecie pytać, nie krępujcie się, ja nikogo za uszy nie ciągnę, głowy nie odrywam, ani w ogóle żadnej krzywdy nikomu nie czynię. Pozdrawiam!


Na skrzydłach roztańczonych marzeń
Pofruń na zakochanych bal
Nim się pojawią trzej nędzarze
Nim przyjdzie rozpacz, ból i żal...
(Piotr Rubik – Na skrzydłach roztańczonych marzeń)

Zbieżność osób, imion, nazwisk, miejsc, sytuacji i innych takich jest zupełnie przypadkowa. Opowiadanie nie jest oparte na faktach, aczkolwiek jego scenariusz jest prawdopodobny i możliwy do spełnienia. Inspiracją był teledysk, na który trafiłem zupełnym przypadkiem, gdy szukałem materiałów do trailera dla „Saga Gangsterzy”.

Daniel Lalental należał do tego rodzaju ludzi, którzy łapali doła na jesień i zyskiwali dużo sił na wiosnę. Co roku obiecywał sobie to samo. Mawiał, że zacznie biegać jak tylko zrobi się ciepło i nie skończy, choćby mróz szczypał w uszy. Nigdy jednak nie zwlekał się z łóżka rankiem, gdy na dworze było jeszcze ciemno, co skutecznie kłóciło się z jego planem joggingu, poczynionym na przód na cały rok.
Daniel też należał do mężczyzn, którzy czynili plany niespełniane. W teorii wszystko wydawało mu się proste i na wszystko miał czas. Potrafił wypełnić kalendarz na kilka miesięcy w przód, zapełniając sobie każdą godzinę życia. Przez lata nie pojął, że życia nie da się tak po prostu zaplanować, więc najpierw wywalał po kilka kalendarzy rocznie do kosza na śmieci lub centralnego pieca, a potem przerzucił się na elektronikę, czyli poszedł z duchem czasu i swoją przyszłość zapisywał w aplikacji telefonu komórkowego. Tak nawet było prościej, bo zawsze mógł coś usunąć, zmodyfikować, przesunąć w czasie. Wiele rzeczy tak oddelegowywał na zaś, aż w końcu jego życie przestało być planem i zaczęło płynąć z nurtem rzeki.
Tamtego dnia, a było to dokładnie w Prima Aprilis, zaczął od odkopania sportowych adidasów, które zaraz na początku zimy wcisnął na dno szafy. Ze znalezieniem dresowych spodni, T-shirtu i bluzy na zamek nie miał większych problemów, gdyż taki strój był wygodny w jego pracy, która nie przynosiła kokosów, ale przynajmniej robił to co kochał, i co ważniejsze – mógł sobie na to pozwolić, bo stały, pewny, zadowalający dochód płynął mu zupełnie z innych źródeł.
Był typem lekkoducha, któremu zdarzało się twardo stąpać po ziemi. Nie umiał być zabawny przez cały czas, ale nie wyobrażał sobie też wszystkiego brać za mocno do serca i usztywniać na siłę każdą sytuację życiową. Może dlatego, Bóg, geny czy inne dziwactwo, które nadało mu pierwsze cechy charakteru i przez lata pozwoliło je w sobie wyrobić, ozdobiło go także zmarszczkami w kącikach oczu, gdy się uśmiechał, a te zmarszczki pogłębiały się i stawały coraz bardziej widocznie wraz z upływem lat... nieuchronnością czasu. Jak przystało na tego, który często się uśmiechał i czynił to szeroko, zdaniem wielu kobiet – zabójczo, to Daniel był tym, który nad wyraz dbał o swoje zęby. Co prawda nigdy nie zdecydował się na usunięcie ich i wstawienie idealnych licówek, ale dentystę odwiedzał w miarę regularnie, gdzie głównie poddawał się sztucznemu wybielaniu. Uważał, że swoich atutów nie wolno marnować, a za taki, bez wątpienia, uznawał swój uśmiech.
W Prima Aprilis wybrał się do miejskiego parku. Chciał sprawdzić w jakiej formie jest jeszcze jego kondycja i zastanawiał się czy da radę przebiec główną alejkę w tę i z powrotem, bez zatrzymywania się. Nie umiał jednak pozostać obojętny na młodość, wypisane w zachowaniu szaleństwo i beztroskę. Jego uwagę przykuła więc dziewczyna. Była to młoda brunetka z psem, którego rasy nie znał i w myślach określił ją jako zminiaturyzowany bokser z dużymi uszami. Uśmiechnął się do własnych myśli, a tym samym też do psa i dziewczyny.
Julia Kamińska śmiała się i wygłupiała ze swoim pupilem, ale tak naprawdę nie była szczęśliwa. Ciążył jej brak chłopaka przy swoim boku. Spotykała się z kilkoma, ale każdy kolejny okazał się być tylko większą porażką i skrzyżowaniem Pokemona z innym Abrakadabra. Co więcej – mężczyźni czy też chłopcy raczej rzadko zwracali na nią uwagę. Samą siebie uznawała za niebrzydką, więc zupełnie nie rozumiała dlaczego nie przyciąga płci przeciwnej. Zaczęła sobie to nawet tłumaczyć brakiem tego czegoś i lekką infantylnością, z której za żadną cenę nie potrafiła zrezygnować.
Julka była też typem realistki, co poniekąd kłóciło się z wpisaną w jej charakter odrobiną dziecinności. Miała też nie lada wymagania, na co jej matka i babka często klęły, tłumacząc, że jeśli nie chce skończyć jako stara panna, to powinna obniżyć poprzeczkę. Dwudziestolatka jednak uważała swoje wymagania za absolutne minimum. Nie chciała kogoś kto przesadnie o siebie dbał i zawsze wyglądał niczym model wyjęty z żurnala, ale nie wyobrażała sobie też chodzić za rękę lub pod bok z kimś zapuszczonym. Pragnęła mężczyzny, który umiałby mówić w taki sposób, by ją zagadać i nie nudzić, ale by jednocześnie potrafił słuchać i nie przerywać w tych nieodpowiednich momentach.
Koledzy, z którymi kończyła jedno i to samo technikum, raczej nie nadawali się na kompanów do poważnych rozmów, bo na filozofowanie załączało się im jedynie po wypiciu i to już dwóch kieliszków. Po trzecim zwykle odpadali i bełkotali od rzeczy. Więc wymiana zdań na jakimkolwiek poziomie była raczej krótka i jednorazowa, a potem zaczęty temat już nie powracał. Zamiast tego taki wcięty delikwent, myślał o tym gdzie by tu ogrzać rękę i zazwyczaj usiłował zagłębić się w dekolt lub pod spódniczkę. Ci którzy byli nieco lepszą, bardziej przystępną i ciekawą ligą, nie wiadomo czemu, ale zawsze gonili za pustymi laskami lub kujonkami, które nie miały w sobie za grosz poczucia humoru. Julia, odmawiając tych końskich, dla niej całkiem nie na miejscu będących, zalotów, otrzymała więc status czy też rangę kumpla. Stała się dla swoich kolegów z klasy świetnym kolegą, a potem nawykła do tej roli aż tak bardzo, że już nie umiała z niej wyjść i każdego kolejnego, nowo-poznanego traktowała z góry jako kumpla, a nie potencjalnego, przyszłego chłopaka.
Jula rzuciła okiem na mężczyznę, który biegnąc, gapił się w jej stronę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, on od razu spuścił wzrok na jej czworonożnego przyjaciela o imieniu Elvis. Oboje dostrzegali różnice wieku, bo nie sposób było nie zauważyć młodej buzi bez ni jednej zmarszczki, czy nie dojrzeć srebrzących się skroni i kilku siwych pasemek, które nieproszone wstąpiły na włosy szatyna. Pomimo tego zerknął na nią ponownie, a ona na niego. Uśmiechnęli się wzajemnie.
Ona pozostała na ławce, a on pobiegł dalej.

Pytania:
1. I jakie macie wnioski po tak krótkim początku (drugą część przewiduję nieco dłuższą, ale też nie ma co przesadzać, bo części z założenia mają być takie, by dało się je przeczytać na szybko w kilka minut)?
2. Dopasowani czy wręcz przeciwnie – są Waszym zdaniem z zupełnie innych bajek?
3. Jak się zapatrujecie na związki z dużą (większą lub nawet ogromną) różnicą wieku?
4. To pytanie chyba jest tym najważniejszym, bo to ono buduje dalszą fabułę. Kto wykona pierwszy krok? On zawróci? Ona pobiegnie za nim? Puści psa? Zawoła? (tutaj macie pełne pole do popisu, a ja wybiorę, moim zdaniem, najlepszy z pomysłów lub własny, ale kierując się zdaniem większości dotyczącym tego czy to on, czy ona uczyni ten pierwszy krok).

Czekam do 21.07 na Wasze odpowiedzi, bo chciałbym się wyrobić z pisaniem kolejnej części jeszcze w ten weekend. Chyba, że zdecydujecie się na to, by zgłosić swoją stuprocentową obecność, to wtedy jestem gotowy czekać za takim Czytelnikiem nawet całymi tygodniami, o ile Ona/On naprawdę zamierza powrócić, wypowiedzieć się i bawić się z Nami wszystkimi (Autorem i pozostałymi Czytelnikami) dalej.

Jeszcze raz pozdrawiam i liczę na to, że razem będziemy się świetnie bawić.