Informacje
są ważne, nie przeoczajcie ich!
Chciałbym
was, Moi Kochani, zaprosić do wspólnej zabawy. Zwyczajnie trzeba mi
odpoczynku (dwutygodniowego) od wszystkich innych opowiadań, bo co
do jednego to nie jestem pewny zakończenia, co do drugiego to tablet
został u znajomych, wyjechali i dopiero jak wrócą to mi oddadzą,
a co do reszty, to po prostu mają mocny, ostry, brutalny klimat, a
chyba chciałbym spróbować sił w czymś spokojniejszym i przez
chwilę odetchnąć od przemocy. Nie ukrywam też, że natchnął
mnie pewien teledysk, ale go przedstawię wam na samym końcu, by nie
zdradzić fabuły, a przede wszystkim zakończenia.
Na
czym miałaby polegać nasza wspólna zabawa? Za moment wam to
wyjaśnię, ale najpierw kilka słów o temacie. Przede wszystkim
opowiadanie jest romansem, który zmieści się w 3-7 częściach, w
zależności od tego jakich wyborów Wy dokonacie i jak mocno ja się
rozpiszę (nie przewiduję dużego rozpisania, dlatego nie otwieram
na nie nowego bloga, a wrzucam do miniaturek). Ponieważ to Wy
dokonujecie wyborów, to Wasza opinia jest ważna. Chciałbym od Was
dostać nie tylko odpowiedzi na kilka pytań umieszczonych pod każdą
częścią, ale też ogólne, własne przemyślenia. Jeśli ich nie
będzie, to nie będę mógł prowadzić opowiadania dalej, bo ono z
założenia ma być czymś co żyje i to nie tylko we mnie, ale także
w Was.
Już
dziś nad ranem opublikuję pierwszą część. Dokleję ją po
prostu do tej informacji. Nie ukrywam, że mocno na Was i Wasze
zaangażowanie liczę (kto wie, może dzięki Wam stanę się fanem
prostych romansideł i będę miał choć mierny w ich tworzeniu).
Czego więc od Was oczekuję? Obecności. Chciałbym byście znaleźli
te 10-20 minut co 2-3 dni na przeczytanie, odpowiedzenie na pytania i
wypowiedzenie się (choćby krótko i zwięźle). Obiecuję, że nie
będę zwracał uwagi na Wasze skróty myślowe i postaram się je
zrozumieć, ortografia, interpunkcja, sklejone wyrazy, braki w
spacjach, czy literówki też nie będą dla mnie miały żadnego
znaczenia. Tak więc nie bójcie się komentować choćby z telefonu,
choćby na szybko, przed snem czy zaraz po przebudzeniu, w tramwaju
czy autobusie, w kolejce sklepowej i gdzie tam jeszcze będziecie, i
będziecie mieli chwilkę wolną.
To
tyle jeśli chodzi o wyjaśnienia. Tak jak pisałem – pierwsza
część już za kilka godzin. Nie ukrywam, że chciałbym wiedzieć
ilu Was jest i oczywiście każdy może dołączyć do zabawy na
przykład od kolejnej części, jeśli poprzednią przeoczył
(przeczytanie jej jest konieczne, by zrozumieć te kolejne, ale jak
wiadomo przy opowiadaniach gdzie publiczność ma głos, wiele rzeczy
może być już poczynionych po myśli innych). No chyba, że
ewentualnie możemy się tak umówić, że ci którzy zgłoszą chęć
czytania i brania udziału w zabawie, zostaną przeze mnie wypisani
na karteczce, i będę wyczekiwał Ich obecności przed stworzeniem
kolejnej części. Tak więc, kto na sto procent chce brać udział w
zabawie? Możecie się zgłaszać już teraz i przez kolejne trzy
dni, ewentualnie od kolejnej części, bo planuję ją opublikować
na weekend. Pamiętajcie, że zawsze możecie dołączyć do zabawy!
To
tyle na chwilę obecną. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało
możecie pytać, nie krępujcie się, ja nikogo za uszy nie ciągnę,
głowy nie odrywam, ani w ogóle żadnej krzywdy nikomu nie czynię.
Pozdrawiam!
Na
skrzydłach roztańczonych marzeń
Pofruń
na zakochanych bal
Nim
się pojawią trzej nędzarze
Nim
przyjdzie rozpacz, ból i żal...
(Piotr
Rubik – Na skrzydłach roztańczonych marzeń)
Zbieżność
osób, imion, nazwisk, miejsc, sytuacji i innych takich jest zupełnie
przypadkowa. Opowiadanie nie jest oparte na faktach, aczkolwiek jego
scenariusz jest prawdopodobny i możliwy do spełnienia. Inspiracją
był teledysk, na który trafiłem zupełnym przypadkiem, gdy
szukałem materiałów do trailera dla „Saga Gangsterzy”.
Daniel
Lalental należał do tego rodzaju ludzi, którzy łapali doła na
jesień i zyskiwali dużo sił na wiosnę. Co roku obiecywał sobie
to samo. Mawiał, że zacznie biegać jak tylko zrobi się ciepło i
nie skończy, choćby mróz szczypał w uszy. Nigdy jednak nie
zwlekał się z łóżka rankiem, gdy na dworze było jeszcze ciemno,
co skutecznie kłóciło się z jego planem joggingu, poczynionym na
przód na cały rok.
Daniel
też należał do mężczyzn, którzy czynili plany niespełniane. W
teorii wszystko wydawało mu się proste i na wszystko miał czas.
Potrafił wypełnić kalendarz na kilka miesięcy w przód,
zapełniając sobie każdą godzinę życia. Przez lata nie pojął,
że życia nie da się tak po prostu zaplanować, więc najpierw
wywalał po kilka kalendarzy rocznie do kosza na śmieci lub
centralnego pieca, a potem przerzucił się na elektronikę, czyli
poszedł z duchem czasu i swoją przyszłość zapisywał w aplikacji
telefonu komórkowego. Tak nawet było prościej, bo zawsze mógł
coś usunąć, zmodyfikować, przesunąć w czasie. Wiele rzeczy tak
oddelegowywał na zaś, aż w końcu jego życie przestało być
planem i zaczęło płynąć z nurtem rzeki.
Tamtego
dnia, a było to dokładnie w Prima Aprilis, zaczął od odkopania
sportowych adidasów, które zaraz na początku zimy wcisnął na dno
szafy. Ze znalezieniem dresowych spodni, T-shirtu i bluzy na zamek
nie miał większych problemów, gdyż taki strój był wygodny w
jego pracy, która nie przynosiła kokosów, ale przynajmniej robił
to co kochał, i co ważniejsze – mógł sobie na to pozwolić, bo
stały, pewny, zadowalający dochód płynął mu zupełnie z innych
źródeł.
Był
typem lekkoducha, któremu zdarzało się twardo stąpać po ziemi.
Nie umiał być zabawny przez cały czas, ale nie wyobrażał sobie
też wszystkiego brać za mocno do serca i usztywniać na siłę
każdą sytuację życiową. Może dlatego, Bóg, geny czy inne
dziwactwo, które nadało mu pierwsze cechy charakteru i przez lata
pozwoliło je w sobie wyrobić, ozdobiło go także zmarszczkami w
kącikach oczu, gdy się uśmiechał, a te zmarszczki pogłębiały
się i stawały coraz bardziej widocznie wraz z upływem lat...
nieuchronnością czasu. Jak przystało na tego, który często się
uśmiechał i czynił to szeroko, zdaniem wielu kobiet – zabójczo,
to Daniel był tym, który nad wyraz dbał o swoje zęby. Co prawda
nigdy nie zdecydował się na usunięcie ich i wstawienie idealnych
licówek, ale dentystę odwiedzał w miarę regularnie, gdzie głównie
poddawał się sztucznemu wybielaniu. Uważał, że swoich atutów
nie wolno marnować, a za taki, bez wątpienia, uznawał swój
uśmiech.
W
Prima Aprilis wybrał się do miejskiego parku. Chciał sprawdzić w
jakiej formie jest jeszcze jego kondycja i zastanawiał się czy da
radę przebiec główną alejkę w tę i z powrotem, bez
zatrzymywania się. Nie umiał jednak pozostać obojętny na młodość,
wypisane w zachowaniu szaleństwo i beztroskę. Jego uwagę przykuła
więc dziewczyna. Była to młoda brunetka z psem, którego rasy nie
znał i w myślach określił ją jako zminiaturyzowany bokser z
dużymi uszami. Uśmiechnął się do własnych myśli, a tym
samym też do psa i dziewczyny.
Julia
Kamińska śmiała się i wygłupiała ze swoim pupilem, ale tak
naprawdę nie była szczęśliwa. Ciążył jej brak chłopaka przy
swoim boku. Spotykała się z kilkoma, ale każdy kolejny okazał się
być tylko większą porażką i skrzyżowaniem Pokemona z innym
Abrakadabra. Co więcej – mężczyźni czy też chłopcy raczej
rzadko zwracali na nią uwagę. Samą siebie uznawała za niebrzydką,
więc zupełnie nie rozumiała dlaczego nie przyciąga płci
przeciwnej. Zaczęła sobie to nawet tłumaczyć brakiem tego
czegoś i lekką infantylnością, z której za żadną cenę nie
potrafiła zrezygnować.
Julka
była też typem realistki, co poniekąd kłóciło się z wpisaną w
jej charakter odrobiną dziecinności. Miała też nie lada
wymagania, na co jej matka i babka często klęły, tłumacząc, że
jeśli nie chce skończyć jako stara panna, to powinna obniżyć
poprzeczkę. Dwudziestolatka jednak uważała swoje wymagania za
absolutne minimum. Nie chciała kogoś kto przesadnie o siebie dbał
i zawsze wyglądał niczym model wyjęty z żurnala, ale nie
wyobrażała sobie też chodzić za rękę lub pod bok z kimś
zapuszczonym. Pragnęła mężczyzny, który umiałby mówić w taki
sposób, by ją zagadać i nie nudzić, ale by jednocześnie potrafił
słuchać i nie przerywać w tych nieodpowiednich momentach.
Koledzy,
z którymi kończyła jedno i to samo technikum, raczej nie nadawali
się na kompanów do poważnych rozmów, bo na filozofowanie
załączało się im jedynie po wypiciu i to już dwóch kieliszków.
Po trzecim zwykle odpadali i bełkotali od rzeczy. Więc wymiana zdań
na jakimkolwiek poziomie była raczej krótka i jednorazowa, a potem
zaczęty temat już nie powracał. Zamiast tego taki wcięty
delikwent, myślał o tym gdzie by tu ogrzać rękę i zazwyczaj
usiłował zagłębić się w dekolt lub pod spódniczkę. Ci którzy
byli nieco lepszą, bardziej przystępną i ciekawą ligą, nie
wiadomo czemu, ale zawsze gonili za pustymi laskami lub kujonkami,
które nie miały w sobie za grosz poczucia humoru. Julia, odmawiając
tych końskich, dla niej całkiem nie na miejscu będących, zalotów,
otrzymała więc status czy też rangę kumpla. Stała się dla
swoich kolegów z klasy świetnym kolegą, a potem nawykła do tej
roli aż tak bardzo, że już nie umiała z niej wyjść i każdego
kolejnego, nowo-poznanego traktowała z góry jako kumpla, a nie
potencjalnego, przyszłego chłopaka.
Jula
rzuciła okiem na mężczyznę, który biegnąc, gapił się w jej
stronę. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, on od razu spuścił
wzrok na jej czworonożnego przyjaciela o imieniu Elvis. Oboje
dostrzegali różnice wieku, bo nie sposób było nie zauważyć
młodej buzi bez ni jednej zmarszczki, czy nie dojrzeć srebrzących
się skroni i kilku siwych pasemek, które nieproszone wstąpiły na
włosy szatyna. Pomimo tego zerknął na nią ponownie, a ona na
niego. Uśmiechnęli się wzajemnie.
Ona
pozostała na ławce, a on pobiegł dalej.
Pytania:
1. I
jakie macie wnioski po tak krótkim początku (drugą część
przewiduję nieco dłuższą, ale też nie ma co przesadzać, bo
części z założenia mają być takie, by dało się je przeczytać
na szybko w kilka minut)?
2.
Dopasowani czy wręcz przeciwnie – są Waszym zdaniem z zupełnie
innych bajek?
3.
Jak się zapatrujecie na związki z dużą (większą lub nawet
ogromną) różnicą wieku?
4.
To pytanie chyba jest tym najważniejszym, bo to ono buduje dalszą
fabułę. Kto wykona pierwszy krok? On zawróci? Ona pobiegnie za
nim? Puści psa? Zawoła? (tutaj macie pełne pole do popisu, a ja
wybiorę, moim zdaniem, najlepszy z pomysłów lub własny, ale
kierując się zdaniem większości dotyczącym tego czy to on, czy
ona uczyni ten pierwszy krok).
Czekam
do 21.07 na Wasze odpowiedzi, bo chciałbym się wyrobić z
pisaniem kolejnej części jeszcze w ten weekend. Chyba, że
zdecydujecie się na to, by zgłosić swoją stuprocentową obecność,
to wtedy jestem gotowy czekać za takim Czytelnikiem nawet całymi
tygodniami, o ile Ona/On naprawdę zamierza powrócić, wypowiedzieć
się i bawić się z Nami wszystkimi (Autorem i pozostałymi
Czytelnikami) dalej.
Jeszcze
raz pozdrawiam i liczę na to, że razem będziemy się świetnie
bawić.
