Przepraszam,
że tyle mnie tutaj nie było...
Już
wracam do was, oczywiście z kolejną częścią opowiadania, a po
niej będzie już tylko jedna, i jeszcze jedna i koniec, czyli
łącznie siedem. Informuję też, że postanowiłem odpowiedzieć na
wszystkie komentarze, na każdym z moich blogów, ale to może mi
nieco zająć, więc nie będę się w to zakopywał, tylko będę
odpowiadał na bieżąco, a na zaległe, to tak w wolnej chwili,
powolutku, stopniowo.
Słuchaj
jak dwa serca biją
Co
ludzie myślą
To
nieistotne...
(Perfect
– Kołysanka dla nieznajomej)
Julia
i Daniel spotykali się coraz częściej, zazwyczaj na porannym
spacerze z pieskiem, co zmuszało mężczyznę do wczesnego
wstawania, a tego szczerze nienawidził, zwłaszcza, gdy pogoda nie
była najcieplejsza lub wręcz przeciwnie – gdy było aż za
gorąco. Jednak dla Julii i jej czworonoga był gotowy do takiego
poświęcenia.
Od
czasu do czasu, umawiali się też w swojej kawiarni. Nie była
ich, nie należała do nich, żadne z nich nie było jej
właścicielem, ale tak nawykli ją nazywać, gdy wymieniali się
SMS-ami lub do siebie telefonowali.
Wyraźnie
zaczynało z tej znajomości tworzyć się coś więcej, choć
żadne z nich jakby nie chciało się do tego przyznać przed tym
drugim. Bywało tak, że chwilami unikali swoich spojrzeń, nagle
zaniechiwali dotyku, który wcześniej samoistnie powstał, poprzez
otarcie, odgarnięcie grzywki za ucho lub poprawienie kołnierzyka
koszuli. To były zwykłe ludzkie odruchy, ale oni jakby zdawali się
ich wstydzić.
W
ich relacji, choć nie była jeszcze dopełniona żadnym aktem
fizycznym, dało się wyczuć coś nieprzyzwoitego. Julia nieustannie
zdawała sobie sprawę z tego, że Daniel ma tyle lat, iż spokojnie
mógłby być jej ojcem, choć młodym, przedwczesny, to jednak...
ojcem. To ją skutecznie hamowało przed tym coś więcej, a
on zdawał się to szanować i przez to sam wycofywać.
Pewnego
dnia jednak zaprosił dziewczynę na przejażdżkę samochodem, który
właśnie odrestaurował i wprawił w ruch. Opowiadał jej o tym, że
konieczna była wymiana niemal całego wnętrza, z silnikiem i pompą
paliwową włącznie.
Przyglądała
się czerwonemu kabrioletowi z długim przodem i srebrnymi
wykończeniami, i zdawała się zupełnie nie słuchać jego słów.
On natomiast wcale się tym nie przejmował i gadał jak nakręcony,
niczym mały chłopiec o swojej nowej zabawce.
Julia
zaciekawiła się jednak w chwili, gdy nakazał jej wsiąść do
środka.
– Mamy
nim jechać? – zdziwiła się, dotykając lśniącego lakieru na
drzwiach.
– Przecież
zaprosiłem cię na przejażdżkę – przypomniał.
– Mówiłeś
też coś o tym, że nie masz prawa jazdy.
– No
bo nie mam, ale miałem. Długi czas miałem – bronił się,
otwierając przed nią drzwi. – Ominiemy patrole – zapewniał.
Wsiadła.
Usadowiła się wygodnie i zaczęła dopytywać za co zostało mu
odebrane prawo do jazdy. Tego, że zostało odebrane sama się
domyśliła, bo przecież głupotą, by było samemu się go pozbyć,
tak po prostu oddać, albo zgubić i nie wyrobić nowego, a Daniel na
głupiego nie wyglądał. Chociaż przy jego beztroskim podejściu do
życia, zgubienie i nie wyrobienie, nie wydawało się jej wcale
takie znowuż nieprawdopodobne.
Wychylił
się, by sięgnąć do pasa bezpieczeństwa po jej stronie i
zabezpieczyć ją na wypadek wypadku. Potem uczynił to samo,
zabezpieczając siebie. Ruszył powoli, spokojnie.
– Zrobiłem
kiedyś głupotę – wypalił, kierując się w stronę drogi
wyjazdowej z miasta. – Wsiadłem za kółko po pijanemu.
– Zatrzymali
cię?
– No
– odparł szczerze, nico przygaszony.
– I
już więcej nie prowadziłeś po alkoholu? – dopytywała.
– Prowadziłem
– wyznał, jednocześnie dociskając gaz, by przyspieszyć.
Julia
zerknęła w bok i spostrzegła jak budynki zaczynają szybko ich
mijać, aż w końcu mogła jedynie obejrzeć się do tyłu, gdy
chciała je dostrzec, bo po bokach nagle zaczęły znajdować się
same pola... potem lasy.
Elvis
także rozglądał się dookoła, z językiem wywalonym na wierzch,
ale spokojnie siedział na jej kolanach, zaciekawiony nowym
doznaniem.
– Teraz
już bym się nie odważył pić i jechać – powiedział po
dłuższej chwili milczenia, zatrzymując się na pustym, betonowym
placu.
Julię
zdziwiło, że w szczerym polu znajduje się coś takiego jak
wybetonowana, ślepa uliczka, ale Daniel wskazał na zgliszcza i
wytłumaczył jej, że był to parking dla mieszkańców kamienicy,
która została wyburzona, bo gmina o nią nie dbała i zaczęła się
zapadać. Mówił jak wyglądała, jak się przechylała, jak w końcu
stała dokładnie tak niczym Krzywa Wieża w Pizie.
Słuchała
go z zaciekawieniem i podziwiała zaangażowanie z jakim to wszystko
opowiadał, gestykulując przy tym dłońmi i co jakiś czas
posyłając jej ciepły, szczery uśmiech. W końcu jednak zapytała:
– Wszystko
pięknie, ale po co myśmy tutaj stanęli?
Daniel
odpowiedział puszczeniem oczka bardziej w stronę Elvisa niż jej, a
potem wychylił się do tyłu, gdzie między przednimi fotelami, a
tymi malutkimi, tylnymi znajdował się materiałowy koszyk z dwoma
przegródkami zamykanymi na zamek.
– By
zjeść. – Rozpromienił się i zaczął wyjmować po trójkątnej
kanapce, zakupionej na stacji benzynowej, na której tego dnia
tankował. – I wypić – dodał, wyjmując tym razem szampana
bezalkoholowego dla dzieci. – No co się tak na mnie patrzysz?
Trzeba jakoś oblać to, że dostałaś pracę, inaczej jej nie
utrzymasz. Oblewanie jest na szczęście, sprawdza się –
zapewniał, sięgając tym razem po kieliszki niczym do wina, ale
wykonane z plastiku.
Patrzyła
na niego z rozbawieniem wypisanym na twarz, w całej mimice i blasku
oczu. Zdawał jej się być taki niemożliwy, a w tym wszystkim
niesłychanie uroczy. Nawet w snach nie sądziła, że Daniel będzie
gotowy przygotowywać dla niej niespodzianki, zaskakiwać ją,
nadskakiwać jej. Marzyła o tym, to prawda, ale nie łudziła się,
że jej marzenia się ziszczą.
Zaimponował
jej też tym, że pomimo iż kochał samochody, a z tego dzieła był
niesłychanie dumny, to sam zachęcał ją do tego, by spróbowała
poprowadzić owe zabytkowe maleństwo.
Julia
nigdy wcześniej nie prowadziła, a więc wiele razy popełniła
totalna gafę nim udało jej się płynnie ruszyć, ale mężczyzna
wcale się tym nie przejmował i wykazał się wręcz niemożliwą
cierpliwością, w którą trudno było zawierzyć. Ani razu nie
podniósł na nią głosu, nie skrzyczał, nie pouczył ostrym tonem.
Jedynie ją dotykał, można by wręcz rzec, że obmacywał, ale
próbowała wierzyć w to, że tym stara się jej jedynie pomóc w
zmianie biegów, kręceniu kierownicą, odpowiednim dociśnięciu
pedałów.
W
końcu brunetka osiągnęła to czego oboje oczekiwali i zachęcona
przez Daniela wyjechała na drogę. Pora, w której jeździli była
taką, gdy większość ludzi była w szkole lub w pracy, więc ulica
była niemal zawsze zupełnie pusta. Tak dojechali pod samo miasto,
gdzie zamienili się miejscami.
– Kiedy
szykuje nam się kolejne oblewanie? – zapytał.
– Kolejne
oblewanie?
– Pytam,
kiedy zdasz maturę – wyjaśnił, sięgając do schowka po sportowe
okulary przeciwsłoneczne. Tego dnia ubrany był jak do biegania,
czyli w dresową bluzę i spodnie ledwie zakrywające kolana.
– Skąd
wiesz, że zdam? – dopytywała.
– Bo
przełożę cię przez kolano, jeśli się nie przyłożysz i nie
zdasz – zapowiedział, a potem na moment spuścił drogę z oczu,
by móc zerknąć na nią i zobaczyć jak słodko się peszy, jak jej
policzki pąsowieją rumieńcem. – Taki żarcik – dodał
rozbawiony. – No chyba, że byś bardzo chciała, albo tak nawet
trochę chciała, to wiesz... mów, ja tam jestem zawsze gotowy i
chętny do tego, by próbować nowych rzeczy. Tylko uprzedzam, że
mogę nie mieć wprawy... że nie mam wprawy. Zrozum, nie mam dzieci,
nie miałem nigdy córki...
– Przestań
gadać – przerwała mu i trąciła w jego ramię otwartą dłonią.
– Jesteś nienormalny! – niemal wykrzyknęła z radosnym
uśmiechem.
– Ale
przyznaj, że mnie choć trochę lubisz.
– Pewnie
że tak, zawsze poprawiasz mi humor.
– A
więc jestem Daniel niezbędny i niezawodny na babską chandrę. Na
bóle miesiączkowe też działam? – dopytywał, przez co znowu jej
policzki poczerwieniały ze wstydu i skrępowania. – Kocham w tobie
to, że się tak fajnie rumienisz – wyznał. – To takie słodkie,
niewinne.
– Bawi
cię to, że mnie zawstydzasz? – nie dowierzała.
– No
– przytaknął jej ochoczo, nawet głową przy tym poruszył na
tak.
Odwiózł
ją pod sam dom, co nie uszło uwadze jej matki, która akurat stała
w oknie i przewieszała pranie przez górną barierkę. Chciała by
jej ulubiona bluzka szybciej wyschła. Oczywiście nie mogła sobie
też darować i zaczęła pouczać Julię o tym, że zadawanie się
ze starszym mężczyzną nie jest ani do końca normalne, ani tak
całkowicie bezpieczne.
– Daj
spokój, mamo. Jestem dorosła. Wiem co robię. Poza tym nie znasz
Daniela, on jest inny. Jest doskonały.
Kobieta
nie chciała się kłócić. Poza tym szła na nockę do pracy i
miała w planach się jeszcze wyspać. Wolała więc oszczędzać
energię, niż ją marnować na sprzeczki z dwudziestolatką.
– Powinnaś
się uczyć teraz do poprawkowej matury, a nie uganiać się za
chłopakami. Za mężczyznami – poprawiła się szybko. – Ale
skoro już musisz, to jakby coś, to się zabezpieczaj. Dziecko nie
jest ci w tym wieku potrzebne.
– Tobie
też nie było, a jednak mnie urodziłaś – odpyskowała, po czym
zamknęła się w swoim pokoju.
Słowa
matki wywarły na Julię taki wpływ, iż zaczęła się zastanawiać
czy Daniel w ogóle chciałby kiedykolwiek mieć dzieci. Co prawda,
ona nie chciała zostawać matką od zaraz, ale liczyła się z tym,
że jeśli się im powiedzie i zostaną parą, to on może nie chcieć
dziecka, a ona na to przystać, ale za jakiś czas zapragnąć zaznać
uroków macierzyństwa, a tym samym skrzywdzić go swoim odejściem
lub sama trwać w nieszczęściu nie spełniając swojego pragnienia.
Z drugiej strony dopuszczała do siebie myśl, że Daniel chciałby
ojcem zostać, a tym samym ona musiałaby się pospieszyć i szybciej
zapragnąć macierzyństwa, by on dla swojego dziecka mógł być
ojcem, a nie dziadkiem. To były takie dylematy, o których myślała
o wiele za wcześnie, dzieląc skórę na niedźwiedziu, ale ona już
była z tych osób co lubiły sobie w ten sposób pofantazjować.
Cztery
nieco dłuższe pytania:
1.
Czy to wszystko idzie w dobrym kierunku? Oczywiście mam na myśli
relację Julii i Daniela.
2.
Co sądzicie o postawie matki Julii i o tym jakie stanowisko obrała,
gdy dowiedziała się, że jej córka spotyka się ze znacznie
starszym od siebie mężczyzną?
3.
Matura, czy Julia ją zda i jaką niespodziankę tym razem przygotuje
dla niej Daniel jeśli się uda lub jak ją pocieszy jeśli jednak
jej się nie powiedzie?
4.
Jak sądzicie, czy Daniel ma w ogóle w planach ojcostwo, a może los
powinien zdecydować za niego i jednak uczynić go ojcem, a Julię
matką poprzez wpadkę?
